[Recenzja] Gurumin 3D – A Monstrous Adventure

0

Gurumin zadebiutował w 2004 roku w Japonii i wraz z biegiem lat trafiał na kolejne rynki i platformy. W końcu w 2016 roku zawitał również na konsoli Nintendo 3DS.

W grze wcielamy się w postać niejakiej Parin, która właśnie przybyła do małego górniczego miasteczka, by zamieszkać ze swoim dziadkiem. Po krótkiej rozmowie z opiekunem, który zdaje się nie do końca kojarzyć swoją wnuczkę, w końcu możemy zabrać się za zwiedzanie. Niestety sama osada jest dość niewielka. Jest tu tylko cukiernia i sklep górniczy, w którym kupimy różne nakrycia głowy i ulepszymy je. Po mieście kręci się jeszcze Cylinder, który sprzeda nam części do naszego świdra/wiertła(?) oraz Pamela, która z lubością otworzy znalezione tu i ówdzie Mystery Bags.

Gdy porozmawiamy już absolutnie ze wszystkimi i wrócimy w okolice naszego domu powinna uruchomić się mała cutscenka, w której uratujemy, jak się by nam mogło wydawać, małą dziewczynkę przed psem. W praktyce okaże się ona być przyjaznym potworem, istotą niewidzialną dla dorosłych, która razem z kilkoma innymi, podobnymi sobie, mieszka w części osady za murem. Będziemy też mogli obejrzeć w końcu intro gry oraz zdobędziemy nasz świder.

Sama gra to coś w stylu action-adventure z niewielką odrobiną humoru. Grafika jak na standardy Nintendo szału nie robi, ale nie jest też przeraźliwie zła… Udźwiękowienie? Cóż… w mózg wrył mi się dźwięk skoku i nie chce z niego wyjść. Kojarzycie taki typowo kreskówkowy dźwięk skakania na sprężynie? No właśnie, tutaj jest taki sam.

W samej grze nie mamy za wiele swobody. Chodzimy od lokacji do lokacji, praktycznie za każdym razem wracając do miasteczka, by uzupełnić zapasy w „części ludzkiej” oraz oddać znaleziony w lochach przedmiot właścicielowi, zazwyczaj w części należącej do potworów. Same lochy, a właściwie lokacje, bo trafi się nam też kilka miejscówek pod gołym niebem, są zróżnicowane stylistycznie. Mamy jakieś zapomniane ruiny, las, góry czy jaskinie. Każde z tych miejsc to dwa poziomy normalne, gdzie naszym celem jest dojście do końca i zebranie przedmiotu tam się znajdującego, poziom z bossem, którego trzeba pokonać, by uzyskać dostęp do nowego rejonu oraz dwa poziomy specjalne.

Poziomy specjalnie niestety trochę rozczarowują. To tak naprawdę te same dwa normalne poziomy, z tą tylko zmianą, że są lustrzenie odbite, przechodzimy je „od końca do początku”, no i przeciwnicy są ciut silniejsi.
W samych poziomach natkniemy się czasem na jakieś zagadki, nie są specjalnie trudne ani różnorodne – w wielu przypadkach sprowadzają się do odpowiedniego przeciągania skrzyń czy zgaszenia lub zapalenia jakichś pochodni. Dodatkowo za pierwszym razem gra podpowiada co należy zrobić, więc utknąć na jakiejś zagadce jest naprawdę trudno.

Za przejście każdej z lokacji jesteśmy oceniani. Im lepiej i szybciej ją przejdziemy tym dostaniemy wyższą notę oraz stosowny medal (złoty, srebrny lub brązowy). Za srebrne i brązowe medale dostaniemy od dziadka pieniądze, złote zaś możemy wymienić na nowe nakrycia głowy.

Jeśli chcemy liczyć na złoty medal, musimy dostać ocenę S za przejście planszy. Ocenę S dostaniemy tylko wtedy, gdy pokonamy absolutnie wszystkich przeciwników w danym lochu oraz otworzymy wszystkie skrzynie i stłuczemy wszystkie słoje/wazy. Przegapisz gdzieś jedną skrzynię albo przeciwnika – nie dostaniesz oceny S, nie dostaniesz złotego medalu i będziesz musiał powtarzać cały poziom. W grze znajdują się też poukrywane platynowe medale, a gdy uda nam się zebrać je wszystkie (jest ich 11), w nagrodę dostaniemy ostateczne ulepszenie do naszego świdra, znacząco zwiększające jego siłę. Niestety dostaje się je dość późno.

W całej grze przyjdzie nam zmierzyć się w sumie z siedmioma bossami, w tym jeden jest opcjonalny. Pokonanie każdego z nich wymaga specjalnego podejścia: zazwyczaj stosowania jakiejś poznanej lub posiadanej już umiejętności (czasem kombinacji kilku z nich). Używanie świdra z ustawionym odpowiednim elementem też czasami pomaga.

W ramach szeroko pojętego zbieractwa gra oferuje obrazki, które dostajemy za wykonywanie niektórych czynności (np. dostarczanie naszym potworom specjalnych nakryć głowy i rozwiązywaniu mini-questów z tym związanych), kapelusze, które dają nam różne specyficzne umiejętności (np. zmniejszenie otrzymywanych obrażeń, czy informację ile jeszcze słojów/skrzynek jest na danym obszarze) oraz ubrania (zwykle dodatkowo zwiększające nasze umiejętności).

Kilka podstawowych czapek możemy po prostu kupić w sklepie, kilka kolejnych zdobędziemy wymieniając złote medale u dziadka, inne trzeba znaleźć w lochach. Nakrycia głowy można ulepszać, dodając im kolejne bonusy lub zwiększając moc już istniejących. Ulepsza się je korzystając ze specjalnej waluty zwanej tu jakże uroczo „złomem”, która czasem wypada z pokonanych przeciwników. Niestety w moim odczuciu ilość nie przełożyła się na jakość i tak naprawdę przydatnych jest może 4-5 czapek (te dające odporność na wodę, pułapki, trucizny oraz opcjonalnie ta pokazująca ile jeszcze skarbów musimy znaleźć), reszta to zazwyczaj nieco lepsza wersja jednej z tych 4 podstawowych (ot, czasem łączy 2 efekty).

Sama gra byłaby całkiem przyjemna, gdyby nie jedna rzecz, która drażniła mnie przez cały czas. Kamera. Umiejscowiona jak w klasycznym TPP nie zwiastowała niczego złego, do chwili kiedy przyszło mi zacząć zaglądać w różne zakamarki by znaleźć i rozbić brakujące dzbanki i skrzynie. W ciasnych miejscach czy też po prostu w narożnikach planszy kamera trochę głupieje. Ustawia się pod dziwnymi kątami czy też w dziwnych miejscach, tak, że trudno właściwie ocenić odległości i łatwo może skończyć się to skokiem w przepaść. Oczywiście kamerą da się sterować. Niestety możemy tylko obracać ją w prawo lub lewo. Nie da się jej podnieść, obniżyć, przybliżyć, oddalić. Dodajmy do tego fakt, że niektóre skrzynki, słoje czy przeciwnicy są gdzieś sprytnie zakamuflowani i nagle mamy zgadywankę i zabawę w ciemno, czy akurat w tym zbiorniku wodnym powinniśmy zanurkować, a może w tym obok. Trochę psuje to zabawę.

Trochę też szkoda, że dolny ekran jest wykorzystywany dość symbolicznie. Jedyne co można zrobić przy jego pomocy to szybko przełączać się pomiędzy kolejnymi czapkami (jednak od pewnego momentu zazwyczaj szybciej jest otworzyć menu z przedmiotami, tam wybrać interesującą nas czapkę i zamknąć menu, niż przeglądać po kolei przez wszystkie posiadane, przełączać na kolejne żywioły, elementy jakimi wzmocnimy nasz świder (jak już je zdobędziemy) oraz otworzyć menu na zakładce przedmiotów albo ustawień. I tyle. Nic więcej. Nawet imię bohaterki oraz odpowiedzi tekstowe na niektóre zagadki musimy wpisywać korzystając w kursora i krzyżaka.

Grę dostarczył ConQuest Entertainment – oficjalny dystrybutor Nintendo w Polsce.

Ocena gry

70 /100
PODSUMOWANIE

Gurumin 3D: A Monstrous Adventure nie jest grą złą. Świetnie sprawdza się jako kilkuminutowy przerywnik w poczekalni czy kolejce. Patrząc na zastosowane rozwiązania nietrudno zauważyć, że gra liczy już sobie ponad dekadę i trochę szkoda, że przy okazji przygotowywania wersji na 3DS'a twórcy nie spróbowali w większym stopniu wykorzystać tego, co oferuje ta konsola.

PODZIEL SIĘ
AkiRoss

Zostaw komentarz

Aby dodać komentarz musisz się zalogować. | Zaloguj się | Jeszcze nie masz konta? Zarejestruj sie!